Jazda w żółwim tempie
Cierpliwość pasażerów dojeżdżających do pracy czy szkoły pociągami relacji Rybnik – Katowice jest wystawiona na ciężką próbę. Z powodu remontu torowiska podróż z Rybnika do Katowic nieraz trwa trzy godziny! A jeszcze niedawno ludzie psioczyli, że jest fatalnie, bo z Rybnika do Katowic i odwrotnie jechało się ponad półtorej godziny.
Powodem był katastrofalny stan torów zwłaszcza na odcinku Orzesze – Jaśkowice – Czerwionka-Leszczyny, gdzie pociągi poruszały się z „zawrotną” wręcz prędkością 20-30 km/godz. Ostatecznie po latach udręki kolej znalazła pieniądze i zabrała się za remont. Jak tłumaczy Włodzimierz Leski, rzecznik katowickiego oddziału Polskich Linii Kolejowych, chodzi o zwiększenie prędkości pociągów, a tym samym skrócenie czasu podróży. – Wymiana kilometra torów to koszt 1,5 mln zł. Pieniądze pochodzą z tzw. funduszu kolejowego. Na odcinku liczącym 9,3 km wymienimy szyny, siedem rozjazdów, wykonamy nową podbudowę torów oraz odnowimy pobocze. Po zakończeniu remontu dopuszczalna prędkość pociągu wzrośnie do 90 km/godz., a więc będzie znacznie większa – wylicza Leski. Im dłużej, tym gorzej Roboty na wspomnianym odcinku zaczęły się 16 października. Pociągi pospieszne z Katowic do naszego regionu skierowano objazdami, w przypadku pozostałych połączeń podstawiono autobusy. Teraz zatem, żeby dojechać np. z Katowic do Rybnika, trzeba przesiadać się co najmniej dwa razy. W Orzeszu do autobusu, w Leszczynach do pociągu. Po drodze autobusy zatrzymują się na stacjach PKP i zabierają pasażerów, więc jazda trwa. Krzysztof Mróz mieszka w Rybniku, studiuje na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. – Jak się zaczął remont, to jeszcze jako tako było. Ale im dłużej, tym gorzej. Np. w środę, 18 października, wracałem z uczelni ponad 3,5 godziny. Owszem, można tak wytrzymać przez parę dni, ale nie cały tydzień – stwierdza stanowczo chłopak. Inni pasażerowie też są zdesperowani. – Z Mikołowa do Rybnika jechałem 2,5 godziny, z paroma przesiadkami. Według mnie PKP nie za bardzo poradziły sobie ze zorganizowaniem tej komunikacji zastępczej – utyskuje jeden z mężczyzn. Ewelina Pawłowska studiuje na Akademii Ekonomicznej w Katowicach. – Żeby na czas dojechać na uczelnię, muszę wyjść z domu dwie godziny wcześniej niż do tej pory. Wyjeżdżam na uczelnię, jak jest jeszcze ciemno, a wracam, kiedy już jest ciemno, bo późnym wieczorem. Ostatnio w Orzeszu nie wszyscy zmieścili się do autobusu. Trzeba było czekać na następny. Obawiam się, że długo tak nie pociągnę, bo muszę jeździć codziennie – tłumaczy Ewelina.
Iwona Tomaszewska nieczęsto jeździ pociągami, choć pracuje w Katowicach. Z reguły używa samochodu. Ale ostatnio mąż pojechał autem na ważne spotkanie, więc ona wybrała się do Katowic pociągiem. Nie wiedziała o żadnych zmianach. Nikt nie powiedział Kupiła bilet, dojechała do Leszczyn i okazało się, że to koniec trasy, choć nikt nie raczył nawet poinformować jej o objazdach i przesiadkach. – Musiałam wysiadać i pędzić na autobus, no i spóźniłam się do pracy. Dobrze, że mam wyrozumiałego szefa – opowiada. Nie mniej rozeźlony jest Adam Kondziołka z Rybnika, bo, jak mówi, na stacji PKP nikt nic nie wie. Odsyłali go od okienka do okienka. W końcu zapytał, kiedy przestaną go przeganiać po całym dworcu i udzielą mu jakichś konkretnych informacji. Jedna z pań w okienku oznajmiła mu wtedy ze stoickim spokojem, że wszystko jest na stronie internetowej PKP. – To już był cios poniżej pasa, bo skąd miałem wziąć na dworcu komputer? Wychodzi na to, że trzeba było biec do sklepu i kupić laptopa, tylko gdzie go podłączyć? – pyta pan Adam. Dodaje, że po półgodzinie biegania po dworcu natrafił w końcu na jakieś kartki w poczekalni. – Okazało się, że były to wydruki z rozkładami jazdy i objazdami. Niestety, napisane takim maczkiem, że trzeba by mieć lornetkę lub lupę, żeby to przeczytać. O zrozumieniu to już w ogóle nie wspomnę – narzeka mężczyzna. Rzecznik PKP tłumaczy, że w czasie remontu będą utrudnienia w dojazdach, bo to normalne. To przecież nie jest jakaś łatanina, ale generalny remont jednotorowego odcinka. Przez lata ludzie narzekali na tempo jazdy, ale już wkrótce wszystko się zmieni. – Zorganizowaliśmy komunikację autobusową, bo na remontowanym odcinku wcale nie ma torów. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Roboty powinny więc zakończyć się 9 grudnia. Niestety do tego czasu pasażerowie muszą się uzbroić w cierpliwość – tłumaczy Włodzimierz Leski. Tekst i zdjęcie: MAŁGORZATA SARAPKIEWICZ
Źródło: Tygodnik Regionalny Nowiny.