GOŚĆ "RZECZPOSPOLITEJ" Krzysztof Piesiewicz
Zły sposób lustracji
Musimy sobie uświadomić, jaki cel chcieliśmy osiągnąć za pośrednictwem lustracji. Chodziło o to, żeby osoby, które współpracując z tajną policją, zdradzając przed nią przyjaciół, szkodziły sprawie walki o niepodległość lub o prawa ludzkie i obywatelskie, czy też po prostu pomagały władzy krzywdzić ludzi. A także o to, aby ci, którzy tych tajnych agentów werbowali - funkcjonariusze bezpieki - nie mogli pełnić funkcji publicznych. I to jest zrozumiałe i usprawiedliwione.
Nowa ustawa jednak wszystkich, o których w archiwach tajnej policji zachowały się jakiekolwiek dokumenty, wrzuca do jednego worka. I mówi im: idźcie do sądu, żeby zajął się tym, co mówią o was ludzie dookoła, bo przeczytali wasze teczki, idźcie i brońcie się przed udostępnionymi opinii publicznej pomówieniami bezpieki. Spotkało was to, bo chcieliście być wolni, bo chcieliście żyć godnie, być przyzwoici, i dlatego przyszła do was tajna policja, zrobiła wam rewizję, podsłuchiwała was i fotografowała, otwierała wasze listy i opisywała to.
A teraz my to ujawnimy i róbcie, co chcecie. Idźcie do sądu cywilnego i udowodnijcie, że akta tajnej policji są fałszywe, przeinaczają rzeczywistość, że brukają życiorysy wasze, waszych bliskich i przyjaciół. Musicie zrobić to sami. Jesteście poza prawem zwykłych obywateli, bo urodziliście się wcześniej.
To jest numerus clausus. To jest nieetyczne i prawnie niedopuszczalne.
Tak nie jest w ustawie Gaucka, na którą powołują się autorzy obecnej wersji ustawy.
W niemieckim prawie jest pryncypialna zasada: nie wolno używać dokumentów tajnej policji bez zgody pokrzywdzonego. Więcej, grozi za to kara trzech lat więzienia. Status pokrzywdzonego musi być podstawą takiej ustawy! Lustracja ma oddzielić dobre od złego, białe od czarnego. Ale ponieważ jest też mnóstwo odcieni szarości, musi być sąd lustracyjny odwołujący się do procedury karnej. Można zmniejszyć niebezpieczeństwa związane z domniemaniem niewinności przez rozciągnięcie możliwości wznowienia postępowania na niekorzyść osądzonego z sześciu miesięcy do np. pięciu czy ośmiu lat.
Nie mówię tu o ujawnianiu byłych tajnych współpracowników bezpieki ani upublicznianiu ich teczek. Chociaż i w odniesieniu do nich uważam, że ujawnienie dokumentów może nastąpić dopiero po prawomocnym zakończeniu procesu. Zawsze byłem zwolennikiem ujawnienia agentów i funkcjonariuszy tajnej policji. Poprzednia ustawa, której byłem współautorem, wymaga wielu zmian. Ale muszą być zachowane prawne standardy. Powierzenie kontroli lustracji sądom cywilnym zamiast karnym jest nieprofesjonalne. Powinno być normalne postępowanie kontradyktoryjne, według procedury karnej, bo przed sądem cywilnym może się okazać, że uczciwy człowiek nie zdoła się usprawiedliwić, ponieważ będzie tysiąc punktów widzenia.
Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, ile procesów zostanie uruchomionych w sądach pracy, a także pomiędzy zwykłymi ludźmi, i jaki zakres odpowiedzialności materialnej może dotyczyć Skarbu Państwa, jeżeli ta ustawa wejdzie w życie.
Trzeba demaskować ubeków i konfidentów, trzeba ujawnić dokumenty, które opisują historię łajdacką. Natomiast nie wolno prześladować tych, którzy byli prześladowani.
Rewolucje zaczynają umierać, gdy zaprzeczają zasadom, o które walczyły. A przecież na początku chodziło o godność.
Not. Andrzej Kaczyński
Krzysztof Piesiewicz jest adwokatem, senatorem PO