Witam Was, Islandofile!
Choć leciwym jestem człekiem, staram się z zadyszką nadążać za wariackim postępem. I oto ja, technologiczny zacofaniec, zdobyłem się na kupno komputera i na ruszenie głową, by nauczyć się obsługiwać to cudo. I jakaż to miła niespodzianka mnie spotkała- portal o Islandii, zaczarowanej wyspie, na którą zachorowałem w szczenięcych czasach, pośród szarzyzny schyłkowych lat PRL- u. Ganiałem wtedy z wypiekami na twarzy z biblioteki do domu z podniszczonymi tomami Laxnessa oraz jego kolegów po fachu z innych skandynawskich krain i zamiast grać na podwórku w piłkę, czytałem te wszystkie, zbyt wtedy poważne dla mnie książki, i oddawałem się marzeniom o subarktycznych peregrynacjach, które zresztą szybko się spełniły, bom na świat przyszedł w czepku.
Ta choroba, islandofilia, jest chyba nieuleczalna, co jest w sumie dość pocieszające. Jej głównym objawem, przynajmniej w moim przypadku, jest ogromna tęsknota, dobrze więc, że istnieje iceland.pl, i że jesteście Wy, niezawodne lekarstwo na czas, w którym nie mogę być tam, na Północy.
I cóż jeszcze o sobie... Jaki jeszcze może być islandofil? Ja jestem takim, co uwielbia zagłębiać się w studiach nad arystokratycznym próżnowaniem. A myślą przewodnią mojego życia jest zdanie: "Nigdy nie odkładam na jutro czegoś, co mogę zrobić pojutrze."
Pozdrawiam wszystkich gorąco!!!